Koncepcje rozwoju wiedzy a rozwój dyscyplin naukowych

Aktualizacja: 31 lip 2019


„Jeśli ktoś mi udowodni, że się mylę i tak czegoś się nauczymy. Zignorowanie mojej teorii byłoby najgorszą rzeczą, jaka mogłaby się przydarzyć”(Erik Verlinde)

Czym jest nauka? Ile jej zawdzięczamy? Co dzięki niej ułatwia nam życie? Z perspektywy czasu da się zauważyć wpływ nauki na nasze życie. Dziś podróż z Warszawy do Paryża zajmuje niecałe dwie godziny, a w czasach Kanta musielibyśmy przeznaczyć na nią kilka dni. Średnia życia wydłużyła się nam o kilkanaście lat, umiemy ratować życie dziecka, które przyszło na świat przed 37 tygodniem ciąży, ważące zaledwie 2500 gramów! Odkrywamy planety, zawiłości ludzkiego mózgu i coraz mniej jest przed nami tajemnic. Bezapelacyjnie zawdzięczamy to właśnie nauce. Czy jej efektem jest również to, że nie stosujemy dziś kar wymierzanych pręgierzem? Z pewnością prawdziwa nauka nie boi się krytyki, a prawdziwa teoria nie boi się obalenia. A wiedza? Czym zatem jest wiedza? Czy tylko cieniem w jaskini? Czy jest prawdziwa? Czy nie pochodzi z mózgu w naczyniu? Czy jest pewna? Postawmy kolejne pytanie: czy nauka pochodzi od wiedzy, czy wiedza od nauki? Czy odpowiedź jest oczywista? Co z doświadczeniami, z obserwacją zjawisk, z których płynie nauka? I nie sposób tutaj nie zadać pytania o dobro i zło. Czy tylko dlatego, że Bóg postanowił, iż dobro jest dobre, jest tak w rzeczywistości? „Czy pobożni są pobożni, ponieważ są mili bogom, czy też są oni mili bogom, ponieważ są pobożni?”.

Otóż każda niemal zbiorowość ustala różnego rodzaju normy, granice zachowań jej członków w zależności od sytuacji. Prawo nierozerwalnie związane jest z istnieniem. Od czasów oświecenia prawo nie aspiruje do rangi dyscypliny empirycznej, lecz jest jednym „z”.


Popper i jego teoria postrzegania świata


Warto także pochylić się nad wiedzą empiryczną XX wieku. Jednym z jej głównych założeń był program Karla Poppera, który najtrafniej przekazuje doświadczenie nauk empirycznych. Popper zwrócił uwagę na falsyfikowalność zdań, znaczy to tyle, że zdanie można obalić. Zdanie jest falsyfikowalne jeżeli jest podatne na falsyfikację, nie oznacza to jednak, że musi być fałszywe, ale wiemy jakich narzędzi do tego użyć. Nie mają tej zalety zdania ogólne. Jako przykład podam przepisy blankietowe, tak niejasne i ogólne, że nie wiadomo co przez nie ustawodawca chciał powiedzieć. Przykładem jest art. 54 Kodeksu Wykroczeń.

Świat poznajemy głównie dzięki umysłowi i percepcji czyli dzięki postrzeganiu zmysłowemu. Wiemy z obserwacji, że mątwy mogą przybierać kolor otoczenia mimo, że nie rozróżniają kolorów. Wiemy też, że grawitacja nie istnieje czy to, że ostrygi mogą wielokrotnie zmieniać płeć. Można również hipotetycznie założyć, że „coś jest” lub że „coś nie jest„ i takie założenie może być także źródłem poznania. Jak np. to, że MACHO może być niewidoczny, jednakże jego masa zakrzywia czasoprzestrzeń, czy to, że czarna dziura jest czarna. Ale czy ktoś ją kiedyś widział? Czy ktoś w ogóle widział czerń? Postrzegać można ciałem i umysłem. Postrzeganie ciałem jest dla wielu z nas oczywiste, ale co z postrzeganiem umysłem? Czy jeżeli postrzegam coś umysłem, coś nie fizycznego to znaczy, że to nie istnieje? Wielu stwierdzi, że tak. Jedność jest większa od zera, to fakt, ale czy ktoś dotknął zera?

Rozwiązanie leży w nas samych, a właściwie w tym jak działa nasz umysł. Z pewnością oddziałujemy na wszechświat ale i on, a także znajdujące się w nim obiekty, oddziałują na nasz umysł. Gdy oglądamy w telewizji scenę, jak naziści mordują m.in. ludność żydowską, nasz wstręt nie jest reakcją na odgłos wystrzeliwanych kul ale na to, że dla nas takie zachowanie jest podłe, nieludzkie, nie do zaakceptowania.

Wspomniane zero nie jest przedmiotem fizycznym, jednakże w tej właśnie chwili myślimy o nim, a przecież nie myślimy o niczym. Czy kiedykolwiek możemy być pewni, że nasze postrzeganie jest bezbłędne? Czy to, co bierzemy za prawdę jest prawdą w rzeczywistości? Być może nauka kiedyś odpowie na te pytania, istnieje więc szansa na to, że struktury niezmysłowe, to czysta iluzja niczym nie różniąca się od marzeń sennych. Zrozumieliśmy wiele rzeczy od epoki sumeryjskiej ale czy racjonalnym jest trzymanie się narzuconego schematu postrzegania struktur nie fizycznych?

Warto pamiętać o tych rozmyślaniach mówiąc o falsyfikacji hipotez w nauce prawa. W naukach prawnych podstawowe doświadczenia wiążą się z postrzeganiem znaczeń. Pytań i odpowiedzi na teście z metodologii nie da się sprowadzić na przykład do smaku czy zapachu.

W sytuacji gdy dla naszego umysłu nie jest osiągalne postrzeganie, pozostaje nam hipoteza. Warunek jest jednak taki, że musi być ona na tyle dokładna, ażeby można było ustalić fakty, które ją falsyfikowały. Następnie metodą eliminacji (założenia różnych hipotez i ich eliminacji przez policję np. w tragicznej sprawie „małej Madzi”) dochodzimy do hipotezy, która nie daje się obalić (co nie znaczy od razu, że jest prawdziwa).

Zdarzenia, by mogły posłużyć do weryfikacji hipotez, muszą zostać ubrane w zdania. Skoro zdania wynikają z obserwacji można o nich powiedzieć, że są to zdania obserwacyjne wynikające z doświadczenia. Postawmy pytanie: czy te zdania są czysto obserwacyjne czy jest w nich ziarno teorii? Stoję na stanowisku, że tak, jak w otaczającym nas świecie istnieje ziarno iluzji, tak nie istnieje czysta obserwacyjność. Z podobnego założenia wychodzi Karl Popper i twierdzi, że zdania obserwacyjne zawsze zawierają składnik teoretyczny występujący w charakterze presupozycji teoretycznej.

Napomknijmy teraz trochę o koncepcjach rozwoju wiedzy, o paradygmatach.

Karl Popper. Zanegował zdroworozsądkową teorię wiedzy. Jego zdaniem część teorii naukowych jest pseudonaukowa, a ich działanie opiera się na zasadzie „wszystko wolno”. Stworzona przez niego the bucket theory of mind zakłada, że umysł gromadzi i selekcjonuje doświadczenia empiryczne zdając sobie sprawę o ich powtarzalności, a następnie formułuje oczekiwania co do ich wystąpienia w przyszłości. Jego zdaniem takie doświadczenia są pseudonauką. Wszystkie teorie to jedynie hipotezy i przypuszczenia. Zdaniem Poppera należy dokonać wyboru w oparciu o hipotezę najbardziej sprawdzalną, obfitująca w informacje i najlepiej dającą się wyjaśnić. Popper twierdzi, że w normach oprócz składu będącego zapisanymi spostrzeżeniami naszych zmysłów, zawarte są również zasady, wartości i inne zasoby należące do danej cywilizacji. Przykładem może być zeznanie przed Sądem, że widziałem jak pan X bił pana Y, ale nie mogę dodać, że robił to w niepohamowanej złości. Byłoby to zbyt dalekie postrzeganie i osąd. Fakty nie mogą usuwać wartości i czegoś co można nazwać „interpretacją kulturową”, w której wszyscy objęci jej zbiorem znają znaczenie wyrazu „bić”. Można zaryzykować stwierdzenie, że każde zdanie obserwacyjne dogmatyki prawa, zawiera constans (świadomy lub nie) relatywizujący legalność danego zdania. Kłody pojawiają się w momencie gdy strony pochodzą z różnych kultur. Popper odkrył falsyfikację w Wiedniu, gdzie pracowała czołówka intelektualna ówczesnej Europy. Żywo zainteresował się wtedy teorią względności Einsteina (przykład paradygmatu) i możliwością jej łatwego obalenia. Zauważył on, że im teoria jest mniej precyzyjna, tym mniejsza jest jej falsyfikowalność (np. wróżby). Zachęcał do stawiania hipotez celem ich obalenia. Jego zdaniem racjonalni naukowcy odrzucają hipotezy i teorie sfalsyfikowane, by na nowo je tworzyć. Na koniec swojego życia Popper zaskoczył wielu bowiem stwierdził, że żadna teoria nie jest prawdziwa, ale podobnie jak świat, pomimo wielu wojen w swym rozwoju, tak również teoria jest na dobrej drodze zbliżania się do prawdy.

W pseudonauce „wszystko wolno”, ironia tkwi w tym, że to właśnie te same czynniki (np. emocjonalne) powodują rozwój dziedzin, które on próbuje odrzucić. Popper będąc zmuszonym do zmierzenia się z rodzajem dyskursu, który był dla niego niewygodny, postanowił oddzielić teoretyków, których szanuje w tym także siebie, od stylu pseudonaukowego. Zrobił to w sposób bardzo łagodny, co nie znaczy, że niejednoznaczny. Czysty empiryzm nie mógł być jego motywacją, gdyż to właśnie próbował zdefiniować. Jego najbardziej krytyczny argument jest następujący: jeżeli nie można udowodnić, że coś nie istnieje, równie dobrze nie można udowodnić, że to coś istnieje. Doprowadza on definicję falsyfikowalności do granic logiki. Czy ma rację? Czy rzeczywiście na podstawie dowodów empirycznych można wywnioskować dedukcyjnie wyłącznie fałszywość teorii? Skutki rozumowania Poppera wykraczają poza granice dyskursu. Dyskurs naukowy, często w czasach młodości Poppera, służył zdobyciu władzy (teoria marksistowska), że nie istniała żadna przestrzeń dla debaty i właśnie to było dla niego oburzające. Popper analizując twierdzenia Borna potwierdza eksperymentalną naturę teorii naukowych. Można również argumentację Poppera rozumieć przez pryzmat dążenia do czystości intelektualnej. Ostatecznym wnioskiem Poppera jest określenie granic, co jest rzeczą uzasadnioną i dającą się łatwo zastosować. Wdrożenie jego wniosków pozwoliłoby z pewnością wszelkim wysiłkom pseudonaukowym, które opisuje, na uzyskanie dyplomu.

Kuhn’a ,,dębowa’’ definicja wiedzy

Thomas Kuhn. Wprowadza pojęcie paradygmatu czyli przyjętego zbioru praktyk naukowych, obejmujących prawa, teorie, zastosowania i narzędzia, stanowiący model dla konkretnej, spójnej tradycji prowadzenia badań naukowych. Kuhn opisał to po raz pierwszy w swoim nowatorskim dziele zatytułowanym: „Struktura rewolucji naukowych” wydanym w 1963 roku. Jego zdaniem rozwój nauki ma charakter rewolucyjny zgodnie z planem: nauka normalna – kryzys – rewolucja – nowa nauka normalna. Dotychczas naukę cechowała stałość, która rozwijała się systematycznie zgodnie z postępem nauki. Jego zdaniem to dzięki postępowi wykształciła się ,,pseudo religia” czcząca racjonalne poznanie, dzięki któremu mamy pełen obraz otaczającej nas rzeczywistości. Taka teoria istniała do końca lat 50 XX wieku, kiedy to na skutek odkryć w przeważającej części w dziedzinie fizyki, znany obraz świata przestał wyjaśniać naturę pewnych zjawisk fizycznych. Teoria paradygmatu związana jest również z Johnem Austinem prawnikiem i filozofem prawa, który twierdził, że źródło prawa leży w prawie Bożym i od niego pochodzi władza suwerenna. Pozytywiści przyjmują, że źródłem prawa jest jedynie norma prawna. W pewnym sensie tak, jednakże człowiekowi nigdy nie wystarczała rzeczywistość i to co oferowała mu za pomocą jego zmysłów i rozumu, człowiek zawsze potrzebował i potrzebuje tej drugiej strony gdzie może czuć się pewniej i gdzie może na przykład tworzyć idee.

Zrodziło to potrzebę wymyślenia nowych paradygmatów, często konkurencyjnych, by wyjaśnić naturę owych zjawisk. „Przejście od paradygmatu znajdującego się w stanie kryzysu do innego, z którego może wyłonić się nowy okres nauki normalnej, nie jest procesem kumulatywnym, nie następuje ono w wyniku uszczegółowienia lub rozszerzenia starego paradygmatu. Jest to raczej przebudowa danej dziedziny od podstaw, zmieniająca niektóre najbardziej elementarne uogólnienia teoretyczne oraz wiele metod i zastosowań paradygmatycznych. W okresie przejściowym problemy jakie mogą być rozwiązane przez stary i nowy paradygmat, w znacznym stopniu się pokrywają, ale nigdy całkowicie”.

W miarę jak zwiększa się liczba naukowców pracujących w ramach danego paradygmatu, wzrasta liczba osiągnięć rewolucji naukowej. Z biegiem czasu to, co „nowe” staje się „stare”. Ukształtowanie się paradygmatu i dopuszczenie go do określonego obozu uczonych jest podstawą podjęcia specjalistycznych badań w ramach nauki normalnej, których celem jest rozwiązanie problemu poprzez zastosowanie przedmiotowego paradygmatu.

Jedne paradygmaty się pojawiają inne znikają, najklarowniej jest to przedstawione w naukach przyrodniczych. Ale jak to się ma do nauki prawa? Zdaniem Kuhna pojawienie się nowego paradygmatu powinno unicestwić stary paradygmat. Mamy tutaj do czynienia z „wojnami paradygmatycznymi” czyli wojnami pomiędzy naukowcami z różnych obozów. Jestto sprzeczna teza z poglądami Poppera, zdaniem którego, paradygmaty się uzupełniają.Ta walka różnych obozów wnosi powiew świeżości do nauki prawa, któremu nikt nie może się oprzeć. Ale jak to jest że na coś wpadamy, coś odkrywamy? Czy kontekst odkrycia możemy zbadać, zmierzyć? Zmieniając paradygmaty dogmatyki prawa np. konstytucjonalizmu zmieniamy świat i kształtujemy rzeczywistość przykładowo przed przyjęciem konstytucji z 1997 roku prawo do sądu oznaczało nietykalność osobistą człowieka, dziś funkcjonuje jako prawo uczciwego procesu fair play. Teoria Kuhna jest przydatna ale i niebezpieczna, jest ze swej natury jednostronna (najpierw wszyscy mamy takie same poglądy, i w pewnym momencie pojawiają się problemy, nie potrafimy ich rozwiązać, następuje kryzys, bezkrólewie, po którym tworzymy nowy paradygmat). Nie można łączyć rozwoju wiedzy z rozwojem obozu naukowego, te poglądy bardziej pasują do analizy wierzeń kościoła scjentologicznego. Tych zaś, którzy się nie zgadzają z wolą większości należy wykluczyć. Takie twierdzenia ocierają się o tyranię i dyktaturę. Siła musi być prawem, a o jego zmianie decydować mogą tylko autorytety. Dla wyznawców Kuhna zmiana jest klęską, którą obracają w sukces propagandowy.

Teoria Kuhna nie jest jednak tak straszna jak ją malują. Przesunięcia paradygmatów mają miejsce w następstwie pojawienia się kogoś lub czegoś w danej dziedzinie. Zwykle to młode pokolenie przedstawia nowe i niezgodne z paradygmatem teorie. Kiedy jego teorie dorosną i nabiorą wagi, taki paradygmat staje się metodą naukową. Podobnie jest z muzyką. To my decydujemy, jakiej muzyki chcemy słuchać, jaką wybieramy, a nasze upodobania kształtują się w ramach paradygmatu obowiązującego dla danej kultury. Jednakże nic nie jest stałe i wszystko się zmienia. Po dłuższym czasie słuchania rocka może się okazać, że polubiliśmy ten rodzaj muzyki. Podobnie jest z tekstem i jego odpowiedniością, która ewoluuje z czasem. Kontrowersyjność zawsze była obecna przy paradygmatach. Teorie uważane za niegroźne mogą po czasie okazać się groźne i odwrotnie. Przykład muzyki pokazuje jak paradygmaty przesuwają się. Na marginesie warto dodać, że Kuhn sprzeciwia się podejściu mówiącemu, iż funkcją podręczników jest działanie jako zaproszenie do danej dziedziny. My winniśmy się koncentrować na historycznym zapisie samej działalności badawczej.

Wyobraźmy sobie, że książka to dąb. Piękne, silne, trwałe drzewo rozrasta się wraz z rozwojem wiedzy. Zdaniem Kuhna w przypadku podważenia teorii dąb musi umrzeć, liście muszą spaść, a wraz z nimi żołędzie, które z kolei wykiełkują i z których powstaną nowe drzewa większe, mocniejsze i trwalsze od pierwotnego. Przeciwnicy tego poglądu twierdzą, że drzewo nigdy nie umiera, a Popper powiedziałby, że nowe drzewa uzupełniają las i to jest potrzebne i dobre.

Wróćmy jeszcze do teorii, że drzewo rośnie wraz z rozwojem wiedzy. Różnica polega na tym, że zdaniem Kuhna drzewo musi umrzeć, a nowe muszą wyrosnąć. Jednakże to stare drzewo rośnie w sposób nieustanny, dając coraz to nowe drzewa często przerastające je. Stare drzewo kiedyś umrze, ale nowe życie nie jest warunkiem śmierci. W końcu staje się tak, że te nowe drzewa, dużo wyższe od poprzedniego, dostarczają więcej wiedzy niż to pierwotne, a te bardziej pochyłe są ciekawsze, bo musiały się z trudem przebijać do słońca…

Zdaniem jednych uczonych nauka prawa jest pseudonauką gdyż na przykład zbyt mało wyjaśnia, w zależności od woli ustawodawcy może szybko się zdezaktualizować i nie rozwija się od czasów starożytnych. Czy aby na pewno?

,,Wszystko czyni dla przyjemności…’’

Traktując dogmatykę prawa naturalistycznie możemy pokusić się o stwierdzenie, że jest nauką empiryczną gdyż bada, wyjaśnia rzeczywistość prawną i przewiduje zdarzenia. Możemy sobie zadać pytanie czy metody stosowane w naukach przyrodniczych mogą być stosowane także w naukach humanistycznych? Poznanie winno się opierać nie tylko na obserwacji ale i na „inteligencji kulturowej”. To z antynaturalizmu wywodzi się retoryka czy argumentacja prawnicza.

Heurystyka pozytywna w koncepcji Irme Lakatosa idzie w parze w koncepcją falsyfikacji Poppera. Teoria funkcjonuje tutaj tak długo dopóty, dopóki za pomocą nowych hipotez przyjmuje z góry nowe fakty. W momencie gdy moc heurystyczna teorii się wyczerpała, to wówczas taka teoria traci charakter empiryczny i musi upaść. Lakatos pracując nad filozofią matematyki odkrył, że odkrycia często powstają na sprzecznych podstawach.

Feyerabend jako pierwszy stwierdził, że racjonalne postępowanie naukowe nie jest możliwe. Według niego „Popperowski falsyfikacjonizm domagający się poddawania teorii możliwie najsurowszym testom empirycznym, jest nie dość radykalny i krytyczny”. Feyerabend jako „anarchista” przeczy konieczności oceny, w pewnym sensie stoi w opozycji do Kuhna i twierdzi, że nie ma potrzeby odwoływania się do autorytetów. Wiedza naukowa jest jego zdaniem najlepszą drogą poznania świata. Idzie z Kantem i twierdzi, że wrażenia są kształtowane przez schemat pojęciowy. Podkreślił istnienie elementu znaczeń wszystkich zdań i norm. Jego filozofię kształtuje sceptycyzm i zasada anything goes. Stwierdza że: „(…) nie miałem zamiaru zastępować długich, ale swojskich dogmatów na temat nauk krótkimi i nieznajomymi. Chodziło mi raczej o to, że powinno się pozwolić naukom mówić za siebie i że ich przesłania nie da się streścić w teorii albo systemie metodologicznym”.

Powróćmy do nowożytnej szkoły prawa, to m.in. Grocjusz (źródłem prawa naturalnego jest rozum, który nakazuje przestrzegać zasad), Hobbes (koncepcja umowy społecznej), czy Kant (,,postępuj tak, jakbyś życzył sobie, by maksyma twego postępowania, była prawem powszechnym”). Warto przytoczyć nurt Johna Rawlsa, który stwierdza jednoznacznie, że umowa społeczna ma prawo bytu ale tylko w sytuacji gdy jednostki posiadają minimum wiedzy na temat swojego położenia. Nie sposób pominąć teorii Gustawa Radbrucha, który krótko stwierdza, że norma prawa nie obowiązuje jeżeli drastycznie łamie podstawowe normy moralne. Szkoła ta została wyparta przez pozytywizm prawniczy (nie mylmy tego z realizmem prawniczym), którego niezmienne założenia stanowią, iż prawo jest wolą ustawodawcy oraz jest ono wyrażone w tekście. Nurt ten kojarzony jest Jeremym Benthamem (,,człowiek wszystko czyni dla przyjemności, jego działania polegają na uniknięciu bólu. Postępowanie jest słuszne gdy przynosi szczęście’’). Bentham twierdzi, że prawo powinno umożliwiać osiąganie szczęścia. Twórcą normatywistycznej teorii prawa był z kolei Hans Kelsen, który definitywnie rozdziela prawa od moralności i faktów. Prawem dla Kelsena jest norma prawa będąca składowa częścią prawa, jej więzieniem jest system normatywny, którego nie może opuszczać. Kelsen swoją teorię prawa pozytywnego nazywa „czystą teorią prawa” teorią poznania pozytywnego. Twierdzi dalej „gdy akt prawny obiektywnie posiada znaczenie powinności, powinność (Sollen) określamy jako normę”[13].

Warto wspomnieć również o psychologicznej teorii prawa Leona Petrażyckiego. Podstawą działania są emocje przeżycia, poczucie uprawnienia, obowiązku czy przywileju. Petrażycki stwierdza, że ludzie nie czują, nie widzą prawa pozytywnego.


Pogrzebacz niczym szpada


5 Października 1946 w sali H3 Kings College w Cambridge Popper spotkał się z Ludwigiem Wittgensteinem: „Popper przechadzał się z wolna po pokoju i podrzucał w ręku kawałek kredy, nigdy przy tym nie myląc kroku i przemawiając długimi, idealnie zbudowanymi zdaniami. A teraz oto spotykał Wittgensteina, który jawnie zmaga się ze swoimi myślami, ujmuje głowę w dłonie, by od czasu do czasu wyrzucać z siebie uwagi w rytmie staccato, jak gdyby każde słowo było dlań bolesne niczym cierń, mamrocząc jednocześnie pod nosem: Boże, jak ja dzisiaj jestem głupi albo krzycząc: Niech szlag trafi moją cholerną duszę! Niech mi ktoś pomoże!”.

Każdy uczestnik tego sporu (na sali było ponad 30 osób) zapamiętał inaczej to spotkanie, Popper próbował przedstawić „problem filozoficzny”, natomiast Wittgenstein twierdził, że problem nie jest problemem tylko łamigłówką powstałą z niejasności języka, którą można często w prosty sposób rozwiązać. Popper twierdził, że problem jest znacznie głębszy niż tylko warstwa językowa (znacznie głębszy niż problem znaków jak mawia prof. Bralczyk - problem, czy robimy komuś łaskę czy laskę?). Był on zdecydowanie znacznie bardziej wyważony i spokojniejszy. Wittgensteinem zaś rządziły emocje. W pewnym momencie wziął do ręki pogrzebacz i (pomimo protestów obecnych na Sali np. Russella) zaczął nim wymachiwać przed Popperem niczym szpadą. Gdy emocje nieznacznie opadły odłożył pogrzebacz i wyszedł z sali, po czym Popper wypowiedział pewną sentencję moralną: „Nie grozić pogrzebaczami zaproszonym prelegentom”. Kto wygrał spór? Czy brak rozmowy jest rozwiązaniem problemu? Czy rzeczywiście istnieją problemy filozoficzne czy są to tylko zagadki? Problemy filozoficzne towarzyszą nam od początku…

Od początku każdy człowiek ma własne poglądy i zasady postępowania mówiące o otaczającej go rzeczywistości. Przykład II wojny światowej jest przykładem konsekwencji wyrażania norm odbiegających od obowiązujących w danym okresie.

Godność człowieka ponad prawem


Reasumując z pewnością nastanie kiedyś dzień kiedy poznamy właściwości czarnych dziur i czasoprzestrzeni. Zrozumiemy wiele zjawisk, znajdziemy kolejne antidota na kolejne problemy, a nauka być może nie będzie już nauką. Jednakże czy będziemy w stanie wytłumaczyć sobie istotę prawa? Która z koncepcji rozwoju wiedzy najlepiej przystaje do opisu dogmatyki prawa, do konstytucjonalistyki? Współczesne koncepcje prawa starają się rozwiązać problem budowy, wyboru i stosowania prawidłowych norm oceny zdarzeń czy opublikowanych teorii. Wszystkie prezentowane wyżej koncepcje broniły bardziej lub mniej rozumności postawy naukowej. Istotne informacje dotyczące tła problemu powinny być podstawą wnioskowania. Czy na podstawie tego jak jest można wysnuć koncepcję jak być powinno? Gilotyna Huma jest irracjonalna. Nie da się oddzielić świata faktów od wartości (w normach są zakotwiczone wartości). Czy te mają swoje wysokości jak twierdził Ingarden? Na pewno jest jedna ponad wszystkimi innymi, która jest poza prawem. To godność człowieka. Ale co to jest godność? Tylko to, że mamy rozum i wolną wolę, jak twierdził Kant?

Paradygmaty prawa nierozerwalnie wiążą się i identyfikują z zasadami prawa. Przykładowo zasady prawa konstytucyjnego wymienione w rozdziale I konstytucji RP z 1997 roku (np. zasada państwa jako dobra wspólnego), są horyzontem dla norm prawnych, są otwarte na wartości, przez nie wartości do nas przemawiają. Ingarden się mylił. System wartości musiałby być rozstrzygalny, musiałaby istnieć hierarchia wartości. Wartości z wielką ostrożnością i tylko w pewnych wypadkach można ważyć jednakże nie można założyć ich hierarchii i zerowania jednej kosztem drugiej. Wartości nie są wieloznaczne jak pojęcia, one są ogólne, a to już zupełnie coś innego.

Śmiem twierdzić, że wartości nie mają wysokości poza tą jedną, wcześniej wymienioną - godnością człowieka o której mowa w art. 30 wcześniej cytowanej konstytucji RP z 1997 roku. Godność jest przyrodzona, bezwzględna, ABSOLUTNA, nietykalna, jest fundamentem i horyzontem dla paradygmatów w prawie. Godność należy się każdemu człowiekowi z faktu samego bycia człowiekiem. Nie może być w żaden sposób ograniczana. Przełomem okazało się orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nr K26/96 z dnia 9 czerwca 1997 r. dotyczącego aborcji. W przedmiotowym orzeczeniu Trybunał po raz pierwszy posłużył się terminem wartości, doszło do zmiany paradygmatu i wyważono bardzo ostrożnie (w duchu teorii projektującej Roberta Alexego) wartości. Trybunał orzekł, że pierwszeństwa nie mogą mieć interesy matki przed prawami dziecka. Paradygmat moralności czy raczej miłosierdzia możemy do prawa jedynie wprowadzić poprzez osobę Sędziego, który zwłaszcza w prawie karnym posiada swobodę co do orzekania o winie i karze, i powinien nadawać sens normom.

Nie sposób tutaj nie przytoczyć art. 239 ust.1 Konstytucji RP z dnia 2 kwietnia 1997 roku: „W okresie 2 lat od dnia wejścia w życie Konstytucji orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego o niezgodności z Konstytucją ustaw uchwalonych przed dniem jej wejścia w życie nie są ostateczne i podlegają rozpatrzeniu przez Sejm, który może odrzucić orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego większością 2/3 głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Nie dotyczy to orzeczeń wydanych w następstwie pytań prawnych do Trybunału Konstytucyjnego”. Cytowany wyżej artykuł jest wyrazem spostrzeżeń Ustrojodawcy co do zmiany paradygmatu konsekwencji wyroków Trybunału Konstytucyjnego.

,,Kto złoty sobie upodobał umiar…’’

Formułowanie praw jest częściowo hipotezą. Prawo musi być otwarte. Nie jestem w stanie dziś wybrać jednej koncepcji rozwoju wiedzy, która najbardziej, najpełniej przystaje do opisu rozwoju nauki prawa; załóżmy działu dogmatyki prawa - konstytucjonalistyki. Można się tutaj odnieść szerzej. Te koncepcje są ważne. W demokratycznym państwie w niewidocznym, większym lub mniejszym stopniu uzupełniają się ale podkreślam w demokratycznym państwie prawa. Wartość tych koncepcji rozwoju wiedzy można odnieść do teorii punktów. Życie nie zawsze biegnie po linii prostej, bowiem linia krzywi się i zapętla. W jednej chwili pragniemy czegoś, czego nie możemy mieć, jesteśmy w punkcie, w którym nie chcieliśmy być, za daleko, za blisko, za trudno, sprawy potoczyły się inaczej niż miały się potoczyć. Patrząc na te stany z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że wszystko ma swój ukryty cel. Bez zakrzywienia linii, bez zakrętów, których końca i za nimi prostej nie widać, nie trafilibyśmy do punktu, w którym jesteśmy teraz.

Życie ewoluuje a wraz z nim teoria, która czasami porusza się jak „ruchome święto”. Czy potrzebujemy wszystkich teorii zarówno tych starych jak i tych nowych? Czy te stare zmienią swój stan i odejdą? Nie ma normy idealnej podobnie jak nie ma idealnej teorii, nie ma idealnego człowieka, a i świat (być może jeden z wielu) nie jest w swej istocie idealny. Choć w naszym i nie tylko, systemie da się zauważyć dość często niespójność normatywną, to nie znaczy od razu, że system jest zły. To właśnie dzięki temu, możemy doświadczać, rozwijać siebie i kształtować rzeczywistość. „Kto złoty sobie upodobał umiar, ten się uchroni przed nikczemną nędzą i przed zawiścią, która zawsze ściga bogate dwory”.

Jedno jest (nie)pewne. Koncepcje nigdy nie są ostateczne i wraz z rozwojem innych dziedzin nauki, wraz z odkryciami muszą się one zmieniać i ewoluować. Pojawiać się i znikać, przekształcać podobnie jak stany we wszechświecie, gdzie nic nie jest stałe i uporządkowane. „Konflikt między sądami to jeden z bodźców rozwoju nauki. Wyjaśniając systematycznie fakty ustalając warunki i następstwa zdarzeń, ukazując związki logiczne pomiędzy zdaniami nauki usuwają podłoże tych konfliktów”. Oczywiste? Dlaczego zatem Wittgenstein wziąwszy pogrzebacz do ręki wymachując nim niczym szpadą wyszedł?


Czym jest nauka?


10 wyświetlenia

ICTA CONSULTING

ul. Nowy Świat 7

00-496 Warszawa

 

tel. +48 69140311

email: icta@icta.pl587191

Get Social

  • Grey Facebook Icon
  • Grey Twitter Icon
  • Grey LinkedIn Icon

Polityka prywatności

© 2020 ICTA